Emtb adventure – Epizode One

09/08/2020 
0


Z ręką na sercu, wciąż utrzymuje się mit, że rowerzyści na elektrykach są wygodni, niewysportowani lub starzy. Rowery elektryczne, przede wszystkim ze względu na ich wizerunek (i cenę), nie należą do pierwszego wyboru, jeśli chodzi o to, jak spędzić wspólnie sportowo i rodzinnie czas. Zupełnie niesłusznie. Nasza beskidzka przygoda na „elektrykach” odczarowuje ten mit i pokazuje, że to dopiero początek naprawdę DUŻEJ przygody.

„ E-bike’m trzeba jeździć po górach w trudnym terenie”

Na początek jedno kluczowe wyjaśnienie. Ebike lub eMountainbike (eMTB) to nie skuter z napędem elektrycznym, gdzie wystarczy przekręcić manetkę i „samo jedzie”. EMTB jest niczym innym jak pełnowartościowym rowerem górskim z przerzutkami, amortyzatorami i dodatkowym silniczkiem elektrycznym, który jedynie wspomaga rowerzystę w jego pracy nogami. Wbrew mylnej opinii, jadąc na rowerze elektrycznym, w trudnym górskim terenie można się zarówno spocić jak i złapać zadyszkę pedałując ostro pod górę. ŻADEN ebike nie jeździ sam, bez pracy rowerzysty. Silnik, w zależności od modelu i producenta wspomaga siłą 70-90 Nm. Są również modele wyposażone w silnik o mocy 120 Nm przeznaczone do jazdy w ekstremalnych warunkach górskich.

Jak zaczęła się nasza przygoda z rowerami elektrycznymi? Niestety powód był mało radosny i nie związany z trendami i modą na kolejne sportowe gadżety.

Alex jako zapalony i dzielny rowerzysta mając 6 lat podczas kolejnej tury rowerowej zaczął uskarżać się na zmęczenie. Mając już wtedy dobry obraz jego możliwości fizycznych zaniepokojeni od razu udaliśmy się do lekarza specjalisty kardiologa, by zbadać go pod kątem pracy serca.

Nasze obawy się potwierdziły, stwierdzono u niego arytmię. Pobyt w klinice serca w Zabrzu był dla nas dramatycznym przeżyciem. Zaburzona praca serca oznaczała finał przygody ze sportem a tym samym z rowerem, z którego Alex czerpał niezwykłą radość.

Ten stan trwał blisko rok i podczas pobytu w Alpach, mając na uwadze jego serducho, postanowiliśmy sprawić mu radość z jazdy na rowerze i wypożyczyliśmy rower górski firmy Focus, model Bold Junior na kołach 26 cali ze wspomaganiem elektrycznym i udaliśmy się na przejażdżkę po leśnych ścieżkach w okolicy Watzmanna.

Szutrowe ścieżki okazały się bardziej strome niż sądziliśmy, ale Alex bez trudu pokonywał podjazdy.

Błysk radości jaki pojawił się wtedy w jego oczach na trwałe zapadł nam – zatroskanym rodzicom – w pamięć.

Wtedy wiedzieliśmy, że pojawiła się alternatywa, która pozwoli nam wspólnie realizować bez ograniczeń rowerowe przygody. Kolejne krótkie eskapady potwierdzały to przekonanie, że to świetna sprawa a przywrócona radość dziecka była tego potwierdzeniem. I tutaj kończy się pierwszy akapit zetknięcia z rowerami elektrycznymi.

Uznacie więc: OK, rower elektryczny to taki wózek inwalidzki na dwóch kołach 🙂

Tutaj się zaczyna druga część naszej przygody.

Minęły 3 lata od pobytu Alexa w klinice. Stan jego zdrowia polepszył się zdecydowanie i regularny sport (szermierka i wspinaczka) pojawił się na planie jego tygodniowych zajęć. O polepszeniu się jego kondycji zdrowotnej świadczą dokonane sportowe przedsięwzięcia.

W Tatrach zrealizowaliśmy wejście na Krywań, na Łomnicę, północny filar Świnicy oraz wspinaczkę na południowej ścianie Zamarłęj Turni drogą Motyki. Na nowym rowerze udaliśmy się na długą przejażdżkę w Dolinie Cichej w Tatrach Słowackich. Zimą Alex zaczął chodzić ponownie na rakietach i jeździć na splitboardzie. Jako 9 latek wszedł na splitboardzie z Kuźnic na szczyt Kasprowego Wierchu i z niego zjechał. Jednym słowem, wrócił do normalnego funkcjonowania i swojego żywiołu.

Temat rowerów elektrycznych jednak powracał w rozmowach, bo wiedzieliśmy, że możemy przy takim rozwoju sytuacji, podejść zupełnie na nowo do celów jakie chcemy wspólnie z dzieckiem realizować.

Tak narodził się plan eksploracji Beskidów na rowerze. Górskimi szlakami.

Nasza rodzinka w czerwcu, tuż przed wakacjami, zrealizowała jednodniową testową rowerową turę na rowerach elektrycznych w Beskidzie Śląskim. Wybraliśmy szlak, znany nam ,,tylko”z pieszych bądź biegowych wycieczek.

W Trip2bike w Szczyrku wcześniej telefonicznie zarezerwowaliśmy rowery. O ile dobór rowerów dla nas – dorosłych, biorąc pod uwagę nasze zbliżone wymiary i wagę, nie stanowił problemu, o tyle rezerwacja odpowiedniego rozmiaru roweru dla dziecka – w tym wypadku 10-letniego dość wysokiego chłopca, nie był do końca jednoznaczny. Wiedzieliśmy już wcześniej, że Alex dobrze dawał sobie radę na kołach 26 cali. Ten pierwszy raz na rowerach elektrycznych w polskich górach był swego rodzaju sprawdzeniem rowerów: ich rozmiarów, wagi, mocy silnika, ramy, wielkości kół. Rodzinnie w towarzystwie przyjaciela rodziny zrealizowaliśmy 30 kilometrową pętelkę, rozpoczynającą się w Szczyrku, która wiodła przez Przełęcz Karkoszczonka, Przełęcz Salmopolską, przez Malinowską Skałę i zaprowadziła nas na szczyt Skrzycznego oraz z powrotem do Szczyrku.

Tego dnia okazało się, że rower na którym przemieszczał się Alex (24 cale) był już dla niego za mały, przez co miał częściowo trudności w pokonywaniu wymagającego terenu. Niemniej brawurowo i z ogromną chęcią atakował trudne odcinki kamienistej trasy, zbudzając spontaniczne zainteresowanie pieszych turystów.

Dzień ten przyniósł następujące wnioski.

EMTB z dzieckiem to super przygoda!

Strzałem w dziesiątkę jest:

  • hydrauliczna wysokość siedzonka, regulowana z poziomu kierownicy
  • porządny kask z pełną ochroną twarzy, (najlepiej ze zdejmowaną „szczęką”)
  • funkcja walk – czyli załączanie się wspomagającego napędu w trakcie pchania roweru pod górę

Wszystkie punkty były dla nas nowością, począwszy od zniżającego i podwyższającego się za pomocą przycisku siodełka po kask niczym na motocykl.

Po tym dniu stało się jasne, że rower elektryczny otwiera nam nowe możliwość realizowania wspólnie z dzieckiem trudnych technicznie tras w górach. Spełniły się nasze oczekiwania odnośnie tego co chcemy razem robić.

„Dopiero w górach można w pełni wykorzystać potencjał rowerów elektrycznych”.

Frajda dla dorosłych, a co dopiero dla dziecka. Szarża na górskich ścieżkach wyzwoliła w Alexie wolę walki w pokonywaniu trudności, wspomaganie silnika nie zwalnia go od pedałowania i zadyszki, gdy teren robi się stromy.

Wyjazd ten potraktowaliśmy jako próbę generalną przed celem jaki postanowiliśmy po rodzinnej naradzie z Alexem zrealizować.

Rowerowa wyprawa od schroniska do schroniska wzdłuż Głównego Szlaku Beskidzkiego.

Dla nas to test logistyki takiego przedsięwzięcia i sprawdzenie warunków realizacji takiej przygody z dzieckiem.

Ale o tym już niebawem w kolejnym wpisie na blogu. Zdradzimy tylko jedno: była to niezapomniana przygoda !








You might also like





Dodaj komentarz



More Story
Climbing Challenge: Zamarła Turnia, droga Motyki Alex na wspinaczkowym klasyku Tatr. Mając 9 lat Alexander pokonuje w towarzystwie ojca drogę Motyki na słynnej południowej...
%d bloggers like this: