Ebike Tour Beskidy – Day 2

09/08/2020 
0


Rowerowa wyprawa od schroniska do schroniska wzdłuż Głównego Szlaku Beskidzkiego. Test logistyki takiego przedsięwzięcia i sprawdzenie warunków realizacji takiej przygody z dzieckiem.

Etap: Schronisko Przysłop pod Baranią Górą – Barania Góra – Węgierska Górka – Schronisko na Hali Lipowskiej.

Total distance: 34536 m
Max elevation: 1277 m
Min elevation: 407 m
Total climbing: 1620 m
Total descent: -1295 m
Total time: 08:55:59
Download file: EMTB Tour Beskidy ChallengeFamily Day2.gpx

Barania Góra 1220 m. n.p.m.

Po śniadaniu i nocy spędzonej w Schronisku PTTK Przysłop pod Baranią Górą, szlakiem czerwonym ruszyliśmy w kierunku Baraniej Góry. Pogoda na ten dzień zapowiadała się ładna, bez deszczu. Mieliśmy podwójną dawkę mocy: naładowana bateria w rowerze oraz zregenerowane siły.

UWAGA: Śniadanie w schronisku dopiero od godz. 8-mej. Jest możliwość ugotowania wody na korytarzu w czajniku elektrycznym. Jeśli chcecie wyruszyć wcześniej na szlak, musicie sobie zorganizować prowiant. W naszej opinii śniadanie w górskich schroniskach od godz. 8-mej to trochę za późno.

Kamienisty odcinek od razu wymógł na nas zejście z rowerów i pchanie ich pod górę. Na szczęście nie było stromo, jak to potrafiło być dzień wcześniej. Alex otrzymał pomoc może ze 3 razy od nas. Poza tym starał się jechać i tutaj było widać przewagę dużych obręczy 27,5 calowych w stosunku do poprzednich 24 lub 26 calowych. Jego rower mimo, że ciut „na wyrost” bo miał ramę o rozmiarze M dawał mu się dobrze kontrolować. Rama S była by idealna.

Las umiera…

W trakcie podejścia zmroził mnie jeden widok: cmentarzysko drzew. Suche, szare, pionowe badyle, jeden obok drugiego, stanowiły dla mnie symbol przemijania, unicestwienia, śmierci. I to w miejscu absolutnie przepięknym. Nie mówię o jednym drzewie, tylko o kilkunastu drzewach, pozbawionych swojej energii witalnej. Zasmuciło mnie to wtedy…

Barania Góra w naszej rodzinie urosła, można tak to powiedzieć, do rangi góry mitycznej.

Pierwszy raz próbowaliśmy na nią wejść rodzinnie 1 stycznia 2016r od strony Przełęczy Salmopolskiej na rakietach śnieżnych, które nam ułatwiały zimowe wędrowanie. Temperatura wtedy oscylowała w okolicach – 15 st. C, na szlaku ze względy na Nowy Rok, spotkaliśmy parę osób. Niestety ze względu na zapadający zmrok musieliśmy zawrócić przy Magurce Wiślańskiej. Relację z tej wędrówki i piękne zdjęcia znajdziecie TUTAJ.

Mama i tata w późniejszym okresie byli na Baraniej Górze kilkukrotnie, gdy zaczęli wspólnie biegać pod Beskidach. Na uwagę zasługuje niewątpliwie nasze wspólne dwukrotne uczestnictwo w świetnej imprezie biegowej Baran Trail Race. Za każdym razem czuliśmy radość, gdy wbiegaliśmy na tę górę, ale zawsze brakowało jednego: Alexandra.

Rok 2020 r i pandemia koronawirusa na początku właściwie uniemożliwiała przedsięwzięcia górskie. Gdy w maju złagodzono obostrzenia, mama długo się nie zastanawiając, spakowała kanapki, herbatę w termos i słodycze i ruszyła z samym Alexem na podbój Baraniej Góry. Nasza wspólna wyprawa: mama-syn stała się o tyle symboliczna, ponieważ nawiązywała do wspólnej wędrówki taty Alexa, Wojtka z jego mamą, gdy ten był w wieku Alexandra. Dla małego chłopca, którym był wtedy Wojtek, długa wędrówka na Baranią Górę, była jak podróż na drugi koniec świata. W umyśle dziecka tamten dzień zakorzenił się jako najwspanialsza górska przygoda z mamą, gdy na swoich nóżkach podreptał na sam szczyt, niczym na Mount Everest. Wojtek opowiadając nam tą historię, zaszczepił w nas głębokie pragnienie poznania Beskidu bliżej i intensywniej.

Siedząc na szczycie Baraniej Góry z Alexem, czułam satysfakcję, ale kolejny raz szczęście było niepełne: brakowało z nami Wojtka.

Wjazd na ebikach na Baranią Górą, choć wyczerpujący, dawał obietnicę ziszczenia się ,,zaległego” marzenia”. W końcowym odcinku bez problemów można było wjechać już na rowerze: pierwszy Wojtek, a tuż za nim jak kaczuszka na stawie, Alexander. Obserwowałam ten widok z daleka, naszła mnie wtedy refleksja, że nie ma ważniejszych rzeczy w życiu, niż posiadanie osób w swoim otoczeniu, z którymi można dzielić takie emocje. W oddali widać już było wieżę na Baraniej Górze, a na szczycie oczekiwał nas zasłużony odpoczynek po dwugodzinnym podejściu.

Spędziliśmy na szczycie ok 1h, oddając się uczcie widoków, jakie serwuje to miejsce.

Czeka nas zjazd więc warto założyć „szczękę” na kask.

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej szlakiem czerwonym w dół. Alex sam założył „szczękę” na swój kask, upadek na kamienistej trasie może się skończyć poważnie. Dodatkowo wszyscy używamy ochraniaczy firmy G-Form. Doskonale sprawdzają się podczas podjazdów, nie krępując ruchów i komfort noszenia ich nawet cały dzień był zaskakujący. Na zboczach Baraniej Góry mama i Alex sprowadzali rower, za to tata odważnie zjeżdżał na swoim ebike’u. Gdy zrobiło się łatwiej, Alex z radością wskoczył na rower i pognał w dół.

Przed Magurką Wiślaną trasa robi się kamienista. Kolejny podjazd i pchanie oraz coraz wyższe temperatury robią swoje. Alex musi chwilę odpocząć. Leniwe wylegiwanie w słońcu jest super 🙂 szczególnie jak otaczają nas TAKIE widoki.

Przy Magurce Wiślańskiej skręciliśmy w prawo, jest to jeden z piękniejszych odcinków tej trasy. Otwarta przestrzeń, rozległe widoki, ścieżka wije się w tym miejscu cudownie w górę i w dół. Zjazd na rowerze jest tutaj wspaniałym przeżyciem.

RADOŚĆ wspólnej przygody!

Minęliśmy malowniczą grupę skał i dotarliśmy na piękną rozległą Halę Radziechowską. Tu szlak się rozchodzi: niebieski i czerwony. My zostajemy na czerwonym.

Tym samy przez Magurkę Radziechowską, Magurkę, Glinne dotarliśmy do Węgierskiej Górki. Zjazd do Węgierskiej Górki znaliśmy już w odwrotnym kierunku jako podbieg w stronę wierzchołka Baraniej Góry, dwukrotnie podczas Baran Trail Race.  Nie mieliśmy trudności z orientacją, bardziej zaskoczyła nas długość tego odcinka i techniczne trudności, których nie odczuwaliśmy podczas biegu. Zjazd na rowerach wymaga tu koncentracji.

Dojechaliśmy do restauracji nad rzeką Sołą. Cholernie spragnieni. Nie czekając na kelnera weszłam w kasku i całym rowerowym ekwipunku (plecaku, ochraniaczach) do środka, by przyśpieszyć zamówienie. Przy barze stała ubrana elegancko w sukienkę kobieta, kątem oka widziałam, że mnie obserwowała, spoconą, ochlapaną błotem. Uśmiechnęłyśmy się tylko do siebie, jak kosmici z dwóch rożnych światów 🙂

W restauracji zjedliśmy solidny posiłek, odpoczęliśmy.

Beskid Śląski – Beskid Żywiecki

W Węgierskiej Górce opuszczamy Beskid Śląski i wkraczamy w Beskid Żywiecki – chyba nasz ulubiony (póki co ‚) )

Z Węgierskiej Górki kierujemy się na rowerach drogą asfaltową, którą wiedzie szlak czerwony, w kierunku Hali Boraczej. Jedziemy wzdłuż rzeki Żabniczanki. Od dawna nęciło schronisko na Hali Lipowskiej i chcieliśmy koniecznie tam dotrzeć i zanocować a nie tylko mijać biegowo lub w drodze na Rysiankę. Dlatego obraliśmy nieco zmodyfikowany wariant trasy. Szlak czerwony wyprowadziłby nas na Rysiankę. Znając ten odcinek z Węgięrskiej Górki na Rysiankę z biegu Baran Trail Race 60km, wiedzieliśmy, że jest tam piękny odcinek trasy prowadzący przez rezerwat Romanka, który jednak uznaliśmy za „nierowerowy”, szczególnie z dzieckiem.

Chcieliśmy odbić na szlak niebieski, by wjechać na Halę Boraczą. Przegapiliśmy ten skręt, pomimo uważnego śledzenia oznaczeń drogi.

Gdy się zorientowałam, postanowiliśmy nie zawracać, tylko pojechaliśmy na rowerach dalej dobrze nam znaną drogą na Halę Boraczą. Było to 10 km niezłego podjazdu (dystans liczony od Węgierskiej Górki), który przy wykorzystaniu opcji standard moim w ebikowym napędzie dawał mi i tak nieźle w kość. Tylko Alex wydawał się niezmęczony i niezniechęcony 🙂

Schronisko PTTK na Hali Boraczej 854 m n.p.m.

Na Halę Boraczą dojechaliśmy, delikatnie to ujmując, wypompowani z sił (wyłączając oczywiście Alexa). Była już godz. 18, zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że czeka nas jeszcze dotarcie do Schroniska na Hali Lipowskiej, w którym mieliśmy zarezerwowany nocleg. Siedząc na zewnątrz, popijając kolejną colę, z lekkim zrezygnowaniem obserwowaliśmy w oddali szlak, na którym zaraz się znajdziemy. Morale sportowe trochę osłabło i najchętniej ten dzień zakończylibyśmy w Schronisku na Hali Boraczej. Z perspektywy dalszego przebiegu trasy wydaje się to nawet rozsądnym rozwiązaniem.

Nasza propozycja trasy na kolejny dzień wyglądała by tak: start z Hali Boraczej-Hala Redykalna-Rysianka-Schronisko na Hali Miziowej.

Nas jednak czekał podjazd na Halę Lipowską… i nie taki diabeł straszny jak go malują.

Zbyt długo się nad sobą nie roztkliwiając, zapakowaliśmy nasze EVOC-owe toboły na plecy i wyruszyliśmy na szlak w kierunki Hali Lipowskiej. Na szczęście były tylko krótkie odcinki, gdzie musieliśmy pchać nasze rowery i nie było możliwości jazdy nawet na ebiku.

Podejście z Hali Redykalnej w stronę Redykalnego Wierchu.

Schronisko PTTK na Hali Lipowskiej 1324 m n.p.m.

Bez większych ,,dramatów” ok godz. 20 dojechaliśmy do schroniska na Hali Lipowskiej. Okazało się, że pomimo późnej pory w kuchni można jeszcze zamówić zupę pomidorową, którą na zewnątrz, umorusani w błocie, spałaszowaliśmy. Schronisko jest otwarte na rowerzystów, również tych ebikowych i istnieje możliwość podładowania baterii i bezpiecznego pozostawienia rowerów na noc. Obsługa sama przyznała, że coraz więcej mają gości na rowerach elektrycznych.

Okazało się, że nie licząc nas w schronisku nocowała jeszcze tylko jedna rodzina. Kameralność tego miejsca nas zachwyciła. Czyste pokoje, wyremontowana łazienka, okno z widokiem na góry, przemiła i otwarta Pani z baru – nic nam więcej do szczęścia nie było trzeba po dniu pełnym wrażeń. To był naprawdę długi i wspaniały dzień. Nasze oczekiwanie względem tego miejsca w pełni się ziściło. Dobrze, że tu dotarliśmy i w końcu zanocowaliśmy w tym miejscu. Warto!!!

Tej nocy pogoda się zepsuła, niebo się zaciągnęło, zasłaniając piękne, dobrze nam znane widoki z tego miejsca. O 5 rano obudził nas buuuuudzik, a raczej beeee- dzik, pod naszym oknem przetoczyło się całe stado owiec… Witaj nowy dniu w Beskidzie Żywieckim 🙂

sprzęt:

plecaki firmy EVOC:

FR TRAIL E-RIDE 20l

kaski: Bell

ochraniacze: G-Form

na chłodny wieczór:

kurtka puchowa Mammut








You might also like





Dodaj komentarz



More Story
Ebike Tour Beskidy - Day 1 Rowerowa wyprawa od schroniska do schroniska wzdłuż Głównego Szlaku Beskidzkiego. Test logistyki takiego przedsięwzięcia...
%d bloggers like this: