Łomnica-tatrzańska królowa

26/09/2018 
0


W Tatrach nie ma piękniejszej góry na taternicką przygodę, niż Królowa Tatr – Łomnica.  Alex po naszym wspólnym wejściu na Krywań, zasmakował wspinaczki w tatrzańskim granicie.  Obiecałem mu, że następna góra, na którą pójdziemy będzie jak najbardziej wspinaczkowa. Alex zatarł dłonie z radości i już parę dni potem zabiwakowaliśmy u podnóża Tatr Wysokich w naszym Challenge Van-ie. Nasz cel: Łomnica. Rodzinnie.

O Łomnicy zostało chyba napisane już wszystko. Jak wejść i zejść i dlaczego. Ale nawet jak już wszystko przeczytaliście, to wrażenie na miejscu jest zupełnie innym doznaniem. Niewątpliwie jest to góra o alpejskim charakterze. Zresztą cały kocioł górski, na którego dnie znajduje się Skalnaté pleso robi imponujące wrażenie. Okalają go potężne 500-600 metrowe granitowe ściany Łomnicy, Grani Wideł i Kieżmarskiego Szczytu. Tak… tu się czuje prawdziwy tatrzański klimat. Tym samym wybór naszego kolejnego celu był łatwy. Znając doskonale umiejętności wspinaczkowe Alexa wiedziałem, że wejście na Łomnicę będzie dla niego idealnym taternickim debiutem.

Zważywszy bowiem wzrost 8-latka teren, który dla dorosłego nie przedstawia większych trudności, jest dla dziecka o wiele większym wyzwaniem. Mieliśmy to od początku wzięte pod uwagę, więc jeśli mówię o wspinaczkowym wejściu na Łomnicę – to właśnie z perspektywy dziecka a nie osoby dorosłej. Mając informacje o łańcuchach ubezpieczających wejście nie zabraliśmy liny. Wyposażeni byliśmy jak na przejście via ferraty w lonże asekuracyjne z absorberami. Parę taśm mogło posłużyć za pomoc w trudniejszym terenie lub umożliwić szybką, doraźną asekurację. Sama trasa wejścia nie jest trudna ale miejscami eksponowana i dla niefrasobliwych turystów, może stać się sporym wyzwaniem. Oczywiście obowiązkowo zabraliśmy kaski i nieodzowne czołówki. Mając na uwadze, że z Tatrzańskiej Łomnicy do szczytu różnica poziomów wynosi 1700 metrów, należy szykować się na całodniową eskapadę.

Od lewej: Łomnica, Grań Wideł i Kieżmarski.

Mając informacje o stabilnej pogodzie wyruszyliśmy z Przełęczy Łomnickiej w stronę szczytu. Zapowiadał się cudowny, wrześniowy dzień.

Alex nie mógł doczekać się miejsca, gdzie kończy się ścieżka a zaczyna skalny teren wymagający większego użycia rąk. Nazwijmy to wspinaczką – z jego perspektywy na pewno taką była.

Alex wspinając się, przechodzi metamorfozę. Jest skoncentrowany, jego ruchy są czujne lecz sprawne. Jest otwarty na uwagi ojca i co najbardziej zaskakujące, bez trudu potrafi rozpoznać w skale granitowej naturalne formacje służące mu jako stopnie i chwyty. Jego pewność poruszania się w skale skutkowała tym, że już wkrótce z tonem eksperta w głosie udzielał mamie wskazówek, jak ma się poruszać do góry.

Dla nas rodziców: ojca-ex-alpinisty i wspinacza oraz mamy z kujawskich nizin – ta wyprawa miała, jak łatwo można się domyślić, różnorodny i wielowątkowy charakter 🙂

 

 

 

 

Dotarliśmy pod stromy próg skalny. Tu zaczyna się część z łańcuchami.

Alex w dbałości o styl wejścia nie uznaje łańcuchów jako środka pomocniczego, korzysta tylko z naturalnej rzeźby skały. W rzeczywistości po prostu ma większe zaufanie do własnych umiejętności, niż do kupy żelastwa wiszącego na nie wiadomo czym. Jego nastawienie jest jak najbardziej słuszne, ponieważ natrafiamy po jakimś czasie na hak, który jest tylko luźno włożony w dziurę w skale.

Teren na pierwszym progu jest stromy. Z tego miejsca przed nami cofnął się wysportowany młody mężczyzna, uznając dalsze wejście za zbyt ryzykowne bez odpowiedniego sprzętu.

Mama Kujawianka nabiera pewności siebie w taternickim terenie.

Extra! Alex jest zadowolony-a to najważniejsze.

Czas na suchy prowiant i mokre picie. I czekoladę.


Alex uśmiecha się, mówi tylko : „Yes”  i wbija się w ścianę.  Twierdzi, że na to czekał. Tata jest dumny a mama przerażona, że też ją czekają te same ruchy 🙂

Da się? Oczywiście, że tak. Idziemy dalej i im wyżej, tym większe zadowolenie maluje się na twarzach wszystkich uczestników. Tym samym w super atmosferze pokonujemy ok. 300 metrów w całości zabezpieczonych łańcuchami.

Safety first, więc nasze tempo nie jest sportowe ale zbliżamy się do wierzchołka.

Jesteśmy bacznie obserwowani przez turystów, którzy właśnie wysiedli z kolejki linowej. Trochę czujemy się jak małpy w Zoo.  Ale banana nikt nam nie rzucił 🙂 a tu węglowodany przydałoby się uzupełnić.

Mamy to!

Od razu dajemy się opstrykać, bo nie wiadomo, które zdjęcie wyjdzie. Alex znajduje się w centrum uwagi. I tutaj następuje niespodzianka…

 

Spotykamy turystów z Polski, którzy są tak zachwyceni, że proszą nas o wspólną fotografię. Pozujemy dla nich i zostajemy obdarowani szczerym podziwem, za to, że weszliśmy z naszym synem na Łomnicę. Dla nas to właściwie kłopotliwa sytuacja, bo nie dokonaliśmy żadnego wyczynu ale w oczach tych nieznajomych osób dostrzegamy prawdziwą i szczerą sympatię. To było bardzo zaskakujące ale miłe doznanie. Alex nie do końca rozumiał, dlaczego jest w centrum zainteresowania i udał się na zwiedzanie stacji oraz  kawiarni w poszukiwaniu węglowodanów czyli ciasteczek. Dla niego wspinanie to rzecz naturalna i niech tak zostanie.

Łomnica była długo (do 1860 roku) uważana za najwyższy szczyt w Wysokich Tatrach. Widok jaki się stąd roztacza jest  jednorazowy w tej części Europy. Przed nami rozpościera się imponująca panorama . Słońce grzeje przyjemnie a przejrzystość powietrza jest oszałamiająca tego dnia. Gdzieś w tle dostrzegamy nasz poprzedni cel: Krywań. Te chwile na szczycie są niezapomniane.

Trzeba ruszyć w dół. Przed nami jeszcze daleka droga. Zejście przebiega sprawnie ale trzeba stale zachować czujność. Do pokonania mamy 1700 metrów deniwelacji. To właśnie pokonanie tego dystansu o własnych siłach, bez wykorzystania kolejki, zmienia wymiar tej górskiej wycieczki.
Tak smakuje tatrzańska klasyka.


Ciekawostką jest, że trasę tą wytyczono w związku z budową górnej stacji kolejki linowej. Można śmiało stwierdzić, że to była pierwsza via ferrata w Tatrach, po której robotnicy wnosili materiały budowlane i stalowe liny, by utworzyć kolejkę materiałową konieczną do realizacji kolejnych etapów budowy stacji na szczycie Łomnicy.

Na skalnej półce bułka z oscypkiem smakuje najlepiej a widok jest po prostu fascynujący.

Przed nami 1700 metrów zejścia od wierzchołka do parkingu. Rysy przy tym to pikuś. Gdzieś tam na dole czeka nasz Challenge Van.

Trudno pożegnać się z górą. Ale przed nami jeszcze jedno trudne miejsce. Alex spokojnie wyszukuje chwyty i bez wspomagania łańcuchem schodzi w dół. Zejście w kopule szczytowej wymaga koncentracji. Alexander udziela mamie wskazówek jak trzymać się skały i gdzie znajdzie najlepszy stopień. Nadal nie uznaje łańcuchów i wykorzystuje je tylko do asekuracji.


Widać, że jest zadowolony i taka wspinaczka sprawia mu radość.

300 metrowy odcinek zabezpieczony łańcuchami pokonujemy bez przygód również w zejściu. Teraz wystarczy jeszcze pokluczyć między kamulcami i głazami, by wydostać się na oznaczoną kopczykami ścieżkę. We mgle to miejsce może sprawiać problemy orientacyjne. Na skałach dostrzegamy ślady wejść zimowych w postaci zarysowań rakami po skale. Dla Alexa to okazja do nauki czytania terenu. Tylko w trudniejszych miejscach idę przodem, by zapobiec niepotrzebnemu „zapychaniu się” w nie ewidentnym terenie.  Nawet jak przemieszczamy się po ścieżce, to jest to definitywnie teren górski i jakiekolwiek niekontrolowane potknięcie może być tragiczne w skutkach. Obite kolana to najłagodniejsza forma, mając na uwadze strome źleby opadające w dół gdzieś pod nami.

Osobom przyzwyczajonym do wędrówek po wyznaczonych szlakach nie polecamy tej trasy.

lomnica-75
lomnica-76
lomnica-77
lomnica-78

Ścieżka, dość trudna orientacyjnie, sprowadza nas na Łomnicką Przełęcz, skąd rozpoczęliśmy naszą eskapadę. Tutaj szlakiem podążamy już tylko w dół, spotykając po drodze kozice i świstaki. Otaczają nas majestatyczne góry i jesteśmy tu całkiem sami. Tylko pogwizdywanie świstaka roznosi się echem w skalnym kotle. To są Tatry jakie sobie wymarzyliśmy. Puste i dostojne.

Na ostatnich metrach przed stacją nad Łomnickim Stawem przedzieramy się przez pasmo wysokich kosodrzewin. Alex znika raz po raz zakryty zieloną gęstwiną.

W okolicy Skalnatego plesa spotykamy już tylko wspinaczy przygotowujących się do biwaku z celem porannego startu na piękną południową ścianę Kieżmarskiego Szczytu. Przy schronisku parę metrów niżej robimy ostatni postój.


Alexa rozpiera duma z dokonanego osiągnięcia. Wszyscy czujemy, że oto realizuje się coś wyjątkowego. Dlatego z świetnych nastrojach ruszamy nieśpiesznie w dół. Zmrok w górach nie jest dla nas najmniejszym problemem, niepokoi nas jedynie obecność jelenia, który ryczy na polanie, przez którą mamy zamiar przejść. Powoli zapada zmrok i ostatni odcinek trasy, prowadzący już asfaltową drogą pokonujemy w świetle czołówek i ze zdziwieniem stwierdzamy obecność czołówek na trasie poniżej kopuły szczytowej Łomnicy. Prawdopodobnie to taternicy, którzy po pokonaniu ściany zachodniej schodzą w dół.
Gdy docieramy na parking koło stacji kolejki sylwetka Łomnicy odcina się czarnym konturem od rozgwieżdżonego nieba. Czujemy, że za nami pozostał właśnie kawał górskiej przygody.
Dlatego czas przygotować się na kolejną.








You might also like





Dodaj komentarz



More Story
Krywań Narodowa góra Słowaków. No to ruszamy! Ten szczyt o charakterystycznej sylwetce, zdobiący panoramę widoczną z Kasprowego...
%d bloggers like this: