Barania Góra – biegowe wyzwanie

26/05/2018 
0


O Baraniej Górze na internecie we wszelakich blogach podróżniczych, tudzież fejsbukowych fanpejdżach napisano już  zapewne wszystko. Zza ekranu monitora możecie dowiedzieć się o różnych możliwościach  zrealizowania wędrówek o każdej porze roku.

NAS, Barania fascynowała od dawna. Jest tajemnicza, rozległa i wymagająca. Wierni naszemu poszukiwaniu wyzwań nie możemy przejść obok tej perły Beskidu Śląskiego obojętni.

 

IZA: Trudno określić to uczucie. Tyle o niej słyszałam we wspomnieniach Wojtka, dla którego wędrówka na Baranią Górę, to część przygody, której zaznał w dzieciństwie ze swoją własną matką, gdy był w wieku Alexandra. Wielokrotnie wspominał, że mama była dumna z niego, że gdy dorośli ledwo docierali na szczyt, on dzielnie maszerował wiele godzin.

WOJTEK: Barania Góra, to bardzo rozległy masyw w Beskidzie Śląskim, z racji swojego położenia wymaga parogodzinnej wędrówki, by dotrzeć na wierzchołek. Nad tą górą roztacza się swoista aura tajemnicy. Odnosi się wrażenie, że to idealne miejsce, na sabaty czarownic. Gdy moja matka zabrała mnie jako dzieciaka na wędrówkę, była to dla mnie niezwykła całodniowa wyprawa, prawdziwa przygoda a monotonne podejście szlakiem przez gęsty las wprowadziło mnie w rodzaj kontemplacji. Do dziś pamiętam smak suchego prowiantu i łyk herbaty z termosu. To chyba tutaj zaczęła się cała moja fascynacja górskim światem. Wspomnienie tej wędrówki sięga lat 70-tych ubiegłego wieku i wtedy szczyt Baraniej osłonięty był lasem. Pamiętam, że znajdowała się tu drewniana wieża triangulacyjna, próbowałem wejść na zmurszałej drabinie, by nad koronami drzew ujrzeć panoramę. By nareszcie poznać te ukryte w czasach mojego dzieciństwa widoki, z ogromną chęcią chciałem wrócić po latach na ten wierzchołek – tym razem z rodziną.

PRELUDIUM ANDANTE: ZIMOWO

Nasza rodzina wybrała się na Baranią w komplecie 1. stycznia 2017 r.  Trochę przekornie i przebiegle, wiedząc, że właśnie w NOWY ROK mamy dużą szansę, mieć tego dnia BARANIĄ tylko dla siebie. Gdy większość regenerowała się po Sylwestrze, my skoro świt hop do auta, gazem na Salmopol, rakiety śnieżne na nogi i w drogę na szlak! Oprócz paru skiturowców na naszej drodze nie spotkaliśmy nikogo więcej. Słoneczna, ale mroźna pogoda, – 15 stopni. Dzień zimowy jest krótki , dlatego po paru godzinach wędrówki na rakietach śnieżnych na Magurce Wiślańskiej podjęliśmy decyzję odwrotu, nie chcąc podejmować niepotrzebnego ryzyka związanego z powrotem po zapadnięciu zmroku.
Przy tym mrozie było duże prawdopodobieństwo, że baterie w czołówkach szybko się wyczerpią, o telefonach już nie wspomnę. Choć sercu było żal zawracać – wieża na szczycie była w zasięgu naszego wzroku, rozum nakazywał, że chociaż w drużynie mamy dzielnego i wytrwałego 6-latka, jego bezpieczeństwo jest najważniejsze! O tej zimowej wędrówce możecie przeczytać TUTAJ

PRESTO: BIEGOWO

Wydawałoby się, że Beskidy są tak blisko Rybnika, ale jakoś na tą Baranią Górę, przy realizacji innych celów, brakowało nam tego czasu … tym bardziej, NA BIEGOWO!

Po jakże udanym wcześniej biegu na Skrzyczne, najwyższą górę Beskidu Śląskiego, przed rozpoczęciem nowego tygodnia roboczego zapragnęliśmy wbiec na jakąś nową górę. Nakręciliśmy się pozytywnie na ten rodzaj biegania. Endorfiny po poprzednim biegu szalały, cudowne uczucie, że się ma tę formę i potrafi realizować takie cele! 2 Tygodnie później, poniedziałek, 8 rano, szybka decyzja, poranna kawa: odstawiamy Alexa do szkoły i plan: bieg na Baranią Górę!

Dojechaliśmy trochę późno na Przełęcz Salmopolską (934 m n.p.m). Pusty parking. Przygotowanie izotoników do picia i zapakowanie plecaków. Podstawowa zasada: każdy sprawdza, co druga osoba ma zapakowane. Jak we wspinaniu z partnerem – Wojtek mnie tego nauczył. Jego stary nawyk z czasów działania jako instruktor wspinania alpejskiego.

Na początku nie szło mi totalnie, pomimo tego, że podbieg początkowo jest bardzo delikatny i przyjemny. Zła już byłam na siebie, że niepotrzebnie robiłam tę Chodakowską 2 dni wcześniej i mój organizm nie zregenerował się wystarczająco. Wspaniale jest biegać z partnerem, który ma lepszą kondycję od Ciebie: gonisz go i nie odpuszczasz! Jeden drugiemu przypomina o przyjmowaniu płynów i wciągnięciu żela 😉

Trasa na Baranią Górę to przede wszystkim ,,górska autostrada widokowa”. Duża otwarta przestrzeń, szeroki szlak, podłoże jest przede wszystkim kamieniste, bez stopni skalnych, z niską roślinnością, w nieznacznym stopniu przebiega przez las.

bst
cof
cof
cof
cof

W czasie przerw te piękne górskie widoki osładzały trud biegu. Pogoda nas rozpieszczała tego dnia: 19 st, słonecznie i orzeźwiający, chwilami naprawdę silny wiatr. Płuca pełne oddechu i eterycznego zapachu żywicy. Odlot!

Trasę biegu, nie tylko na mapie, ale i w głowie podzieliłam sobie na etapy:
1. Nad przełęczą Malinowską 1101 m.n.p.m.
2. Gawlas 1077 m.n.p.m.
3. Magurka Wiślańska 1140 m. n.p.m.
4. Barania Góra 1220 m. n.p.m.

Po drodze mijamy tablicę informacyjną, że oto wkraczamy na teren Rezerwatu Przyrody Barania Góra, który utworzono tutaj w 1953 r.

Magurka Wiślańska – teraz wiedziałam, że dam radę.

 

Ciekawość miesza się z satysfakcją. Na Baraniej po raz kolejny znalazłem przestrzeń i spokój.

Ścieżka w kopule szczytowej przebiega wąsko, wieży nie widać, ale cel jest blisko.

Na ostatnim 4. etapie, wiedziałam, że cel tak blisko, wstąpiły we mnie jakieś magiczne siły. Nogi same niosły w górę. To pewnie adrenalina, to uczucie, że potrafię!

Nagle na ostatnim zakręcie ukazuje się charakterystyczna dla tej góry 16 metrowa wieża widokowa, z której rozciąga się panorama górska obejmująca wierchy trzech Państw: Polski, Czech i Słowacji.

Wspaniałe wspólne przedsięwzięcie! Radość i szczęście! Mamy to! Razem wbiegliśmy na Baranią Górę.

 

 

Z tego miejsca rozpościera się imponujący widok, przed nami: Babia Góra, Góry Choczańskie, Mała Fatra-miejsca, z którymi już mieliśmy okazję bliżej się zapoznać.

WOJTEK: Ku mojemu zaskoczeniu las, który pamiętałem z dzieciństwa zniknął ale widoki jakie nam się ukazały są wspaniałe.

sdr
edf
edf
sdr

 

 

FINALE GRANDE MODERATE: BIEGIEM W DÓŁ

 

Trasa na Baranią jest wymagająca bo… wyrównana, z powrotem to nie jest tylko zbieg, musieliśmy wykonać także parę podbiegów. Magurka Wiślańska, Gawlas oraz podbieg pod Malinowską Skałę powodują, że trasa trzyma swój charakter. Na szczycie stanęliśmy po 1h 31 minutach i mniej więcej tyle samo zajął nam powrót.

cof
edf
cof
cof
Gdy człowiek przysłabnie, zawsze może liczyć na to, że mąż zostawi resztę wody na środku drogi 😉

 

Niespodzianka

 

Najfajniejsze było to, że chociaż fizycznie Alexandra z nami nie było, wciąż wspominaliśmy naszą wspólną zimową wędrówkę. Zdaliśmy sobie dopiero teraz sprawę, jak długi odcinek wtedy pokonał, w mrozie, z rakietami śnieżnymi, bez żadnego marudzenia. Na pewno wrócimy razem na szczyt Baraniej Góry-zarówno wędrując jak i biegowo.

 

Nasz udział w Baran Trail Race 2018 jest przesądzony, opłaty startowe uiszczone!

 

15 września starujemy WSPÓLNIE z Węgierskiej Górki na dystansie 25 km. Nadchodzimy a właściwie nadbiegamy 🙂

 

Kto chce z Was wziąć udział w tej arcy biegowej imprezie razem z nami? Nie ma nic lepszego niż rodzinne bieganie po górach.

 








You might also like





Dodaj komentarz



More Story
Großglockner Hochalpenstraße W latach 20-tych XX wieku Austriacy wymyślili, że w sercu Alp stworzą wielokilometrową niepowtarzalną utwardzoną drogę....
%d bloggers like this: